Białoruski potas wraca do gry?

| Rynki zagraniczne |

Branża chemiczna dobrze pamięta lato ubiegłego roku, kiedy to nastąpił nieoczekiwany „rozwód” w Białoruskiej Spółce Potasowej. Wówczas mieliśmy do czynienia z poważnymi, radykalnymi zmianami na rynku. Warto w tym kontekście spojrzeć na aktualną sytuację białoruskiego przemysłu nawozowo-chemicznego.

Okoliczności rozpadu BSP

Po ośmiu latach funkcjonowania spółki, jej rosyjski udziałowiec, Uralkalij, nieoczekiwanie zrezygnował ze współpracy z Biełaruśkalij. Tym samym zdecydował się na samodzielne eksportowanie swojego towaru za pomocą spółki Uralkali-Trading, zarejestrowanej w Szwajcarii. Powodem takiego kroku była, według informacji ze strony rosyjskiej, sprzedaż potasu przez Białoruś z pominięciem monopolisty, czyli Białoruskiej Spółki Potasowej. Aby nadrobić straty, Rosjanie zadeklarowali chęć sprzedawania potasu po cenie zbliżonej do 300 USD/t, w przeciwieństwie do wówczas utrzymywanej przez BSP kwoty 400 USD/t. To posunięcie skutkowało stratami dla Białorusi rzędu 20 mld USD.

Odbudowa potencjału

Aktualnie Mińsk pracuje nad rekonstrukcją międzynarodowych relacji handlowych, które ucierpiały na rozpadzie BSP. W tym celu położono nacisk na specjalnie wzmożoną pracę przedstawicielstw handlowych i dyplomatycznych Białorusi poza granicami kraju, tak aby maksymalnie usystematyzować i wzmocnić sieć dystrybucji. Ponadto na miejscu trwają prace nad zbudowaniem nowej spółki, która miałaby m.in. rozpocząć eksploatację zasobnych złóż potasu w okolicach Prypeci.

Czy obie strony się jeszcze zejdą?

Niewykluczone, że tak, gdyż obie strony deklarują możliwość odbudowy dwustronnych relacji biznesowych. Jednak według zapewnień prezydenta Łukaszenki, współpraca mogłaby zostać nawiązana ponownie tylko wtedy, gdy siedziba takiej spółki znajdowałaby się w Mińsku. Jeżeli miałoby zatem dojść do kolejnego potasowego aliansu, to prawdopodobnie Białoruś może stawiać pewne wymagania. Ich spełnienie pozwoli jej na większą kontrolę sytuacji w nowym podmiocie